Lloyds - kłopoty na własne życzenie

Lloyds Banking Group         Bank Lloyds TSB jest doskonale znany wszystkim Polakom pracującym na Wyspach. Był on jednym z pierwszych banków, który po wejściu Polski do Unii Europejskiej otworzył się na polskich klientów. Niektóre konserwatywne banki jak np. Barclays przez długi czas nie interesowały się w ogóle nowo przybyłymi pracownikami z Polski, a otworzenie konta graniczyło czasami z cudem. Sama np. w HSBC wraz z odmową otwarcia konta otrzymałam broszurkę o ... przeciwdziałaniu terroryzmowi i praniu brudnych pieniędzy. Ale długo nie dało się ignorować ponad milionowej rzeszy klientów, którzy lagalnie pracując potrzebowali również otworzyć bankowe konta.

         Lloyds pierwszy wydrukował ulotki w języku polskim, zaczął zatrudniać polski personel, przygotował specjalne produkty bankowe dla cudzoziemskich klientów. Jak wskazują statystyki Polskiej Agencji England.pl Ltd, która dokonuje transferów pieniężnych, otwartość banku Lloyds zaowocowała tym, że dziś ponad 50% Polaków na Wyspach ma swoje konta właśnie w tym banku.

Skargi klientów

          Minęło pięć lat i czy nadal można się z tego cieszyć? Niestety nie. Najczęstszym powodem do narzekań jest wyjątkowo droga oferta kredytowa banku oraz bardzo wolna realizacja przelewów z kont Lloyds. Przelewy z konta Lloyds do innego banku, a nawet przelewy z Lloyds do Lloyds docierają przeważnie dopiero po trzech dniach! Tymaczesm np.przelewy między bankami HSBC, BARCLAYS czy NAT WEST docierają natychmiast.

          Odczucia polskich klientów pokrywają się z oficjalnymi statystykami, według których Lloyds znalazł się na pierwszym miejscu w niechlubnym rankingu ilości skarg składanych na banki. Mówi o tym ostani raport Financial Ombudsman Service - oficjalnej instytucji rozpatrującej skargi klientów na instytucje finansowe. Ze wszystkich 38 286 skarg na banki w pierwszym półroczu bieżącego roku, aż 15 233 przypadło na bank Lloyds.

 

 

Nieprzemyślane inwestycje.       

       Dodatkowo bank ma kłopoty z płynnością. Znalazło to potwierdzenie w ocenie amerykańskiego magazynu Global Finance, który publikuje listę najbardziej godnych zaufania instutucji finansowych świata - "World's 50 Safest Banks". W tym roku na próżno będziemy w niej wypatrywać banku Lloyds, który jeszcze w ubiegłorocznym raporcie był na szóstym miejscu. Jedynymi brytyjskimi bankami na ostatniej liście jest HSBC (18-ta pozycja) oraz Nationwide Building Society (46-ta pozycja).

       Skąd wzięły się kłopoty banku? Oczywiście z pieniędzy, a raczej z ich braku. Kłopoty banku Lloyds są podobne do tych, jakie mają inne banki w obliczu światowego kryzysu - ogromna ilość złych kredytów. Tu sami powinniśmy uderzyć się w pierś i przyznać, że to my klienci zadłużając się po uszy wpychamy banki w kłopoty. Jednak część problemów Lloyds zafundował sobie sam, kiedy w środku kryzysu finansowego w styczniu 2009 roku pod wodzą Erica Daniels, Lloyds TSB przejął będący na skraju bankructwa bank HBOS (Halifax Bank of Scotland) i dumnie przemianował się na Lloyds Banking Group PLC. Prawdą jest, że w ten sposób powstała największa brytyjska grupa bankowa (jeżeli weźmiemy pod uwagę depozyty i rachunki bieżące), a Lloyds Banking Group PLC stał się liderem na brytyjskim rynku kredytów hipotecznych, ale trzeba również dopowiedzieć, że tą decyzją bank ściągnął na siebie masę krytyki i problemów.

Lloyds przejmuje Halifax        Połączenie konserwatywnie zarządzanego dotychczas banku Lloyds TSB z HBOS, który dość nonszalancko udzielał kredytów hipotecznych, doprowadziło w powszechnym odczuciu, do osłabienia banku i spadku zaufania. Ponieważ HBOS otrzymał wcześniej subwencję rządową w wysokości 13 mld funtów, a Lloyds TSB 4 mld, państwo brytyjskie objęło łącznie 43,5 % udziałów w nowo powstałym Lloyds Banking Group PLC. W marcu z kolei, po następnym zastrzyku państwowej gotówki, udziały Państwa sięgnęły nawet 65 %, a następnie spadły do 43 % jak bank zebrał dodatkową gotówkę od pozostałych udziałowców i zwrócił część subwencji rządowej w czerwcu 2009 r. W pierwszym tygodniu od połączenia obu bankuów akcje grupy spadły o 50%.
      Już w pierwszej połowie 2009 Lloyds odpisał stratę 13 mld funtów z powodu tzw. złych kredytów. Bank naraził się też opinii publicznej, gdyż w wyniku procesów integracyjnych obu banków pracę straci 8000 osób i zamkniętych zostanie prawie 300 placówek Halifaxu głównie w małych miasteczkach oraz małe biura przy agencjach nieruchomości.

       Nie minął rok od przejęcia HBOS, a nad grupę bankową Lloyds Banking Group zawisła kolejna groźba. Tym razem Komisja Europejska domaga się sprzedaży tej części banku, która funkcjonuje pod marką HALIFAX. Wszystko za sprawą tak dobrze znanej polskim stoczniowcom Pani Neelie Kroes - Komisarz Unii Europejskiej do spraw konkurencji. Pani Komisarz nie podoba się fakt, że Lloyds tak chętnie sięgnął do kieszeni brytyjskich podatników, zamiast w pierwszej kolejności pozbyć się części własnych aktywów i w ten sposób wydobyć się z tarapatów. Bank do tej pory sprzedał tylko część placówek Cheltenham & Gloucester i niewielką część aktywów w Szkocji. Komisję Europejską martwi dominująca pozycja jaką zdobył Lloyds w brytyjskim sektorze bankowym i to za pieniądze podatników a nie własne.
      Z najnowszych informacji wynika, że w wyniku działań Komisarz Neelie Kroes - Lloyds Banking Group zaproponuje sprzedaż 1000 oddziałów dawnego HBOS, ale z zamiarem zachowania marki Halifax. Trzeba w tym miejscu dodać, że połączenie przed rokiem dwóch banków było możliwe za przyzwoleniem brytyjskiego rządu, który ominął zasady uczciwej konkurecji które blokowały fuzję.

Funt a brytyjska gospodarka

       Recesja w brytyjskiej gospodarce stała się faktem widocznym nawet gołym okiem. Zmniejszenie produkcji, spadek obrotów i bezrobocie dotknęły niemal wszystkich, a najszybciej cudzoziemskich pracowników. Wielu Polaków zatrudnionych tymczasowo, przez tysiące agencji pracy, znalazło się w pierwszej kolejności do zwolnienia. Setki małych firm np. te z rejonu Birmingham, żyjących z kooperacji z przemysłem samochodowym, wraz z kłopotami tego sektora, zostało pociągnięte na dno. Przed zupełną katastrofą nie pomogły nawet masowe zwolnienia pracowników. Wiele z firm wystąpiło do sądów o ochronę przed wierzycielami lub po prostu upadło.

       To samo dotyczy całego sektora bankowego w Wielkiej Brytanii, który mocno kuleje i nie przetrwałby bez pomocy Państwa. Jednak co martwi inwestorów najbardziej to fakt, że udzielona dotychczas pomoc w wielu wypadkach okazała się niewystarczająca. Ostatnio brytyjski nadzór finansowy Financial Services Authority (FSA) zdecydował, że Lloyds Banking Group będzie potrzebował dodatkowego kapitału w wysokości 28 mld funtów, aby poradzić sobie z rosnącą liczbą złych kredytów, a także aby kontynuować nowe akcje kredytowe. W ocenie FSA, Lloyds nie może jeszcze wycofać się z rządowego planu ochrony aktywów.
       W połowie kryzysu Lloyds Banking Group został objęty rządowym programem ochrony ryzykownych aktywów, który zabezpiecza ryzykowne kredyty i papiery wartościowe banku o wartości 260 miliardów funtów. Bank chciał wydostać się spod kurateli rządowej, próba ta jednak zakończyła się niepowodzeniem. Bank nie zdołał bowiem zwiększyć w wystarczającym stopniu poziomu kapitałów własnych i nie zdał tzw. próby zdrowia.

       Zła kondycja całej brytyjskiej gospodarki, a w szczególności sektora finansowego nie pozostaje bez wpływu na zaufanie inwestorów do brytyjskiego funta. Zeszły tydzień funt słabł w stosunku do wszystkich głównych walut, w szczególności osłabiał się na parze walutowej z dolarem i euro. Jeszcze tydzień temu za jednego funta płacono 1,6740 dolara. Pod koniec tygodnia już 2,75% mniej. Kurs wyniósł 1,6250 dolara. Ostatni tydzień przyniósł także umocnienie euro o 3,49% w stosunku do funta, z 0,8721 funta do 0,9060 funta.
       Polaków na Wyspach najbardziej interesuje kurs funta w stosunku do złotówki. Niestety możemy już na zawsze zapomnieć o kursie sprzed kilku lat - ponad 7 zł za funta. W ostatnim tygodniu funt ponownie bardzo mocno osłabił się w stosunku do złotego i sadł o ponad 3,7%. Pod koniec tygodnia kosztował jedynie 4.55 zł/F

Gwarancja depozytów.

       Czy zwykli zjadacze chleba pracujący na Wyspach mogą spać spokojnie i nie martwić się o swoje oszczędności? Oczywiście TAK. Najgorszą fazę kryzysu mamy już za sobą, poza tym rząd brytyjski nie pozwoliłby na upadek żadnego znaczącego banku, bo oznaczałoby to kolosalne perturbacje na rynku finansowym. Dodatkowo pamiętajmy, że każdy z depozytów obięty jest rządową gwarancją w ramach Financial Services Compensation Scheme. Obejmuje on 100% gwarancji dla depozytów w wysokości 50 000 funtów na osobę.

Zuzanna Remus

www.England.pl