Rozprawa Brukseli z polityką cenową linii lotniczych przynosi skutki
Każdy, kto kupował bilety lotnicze przez internet, zna ten problem. Najpierw widzimy bardzo tanią ofertę – nawet kilka euro za przelot. Ale kiedy przychodzi do płacenia, cena nagle skacze, bo przed zamknięciem transakcji do rachunku zostaje doliczonych szereg nieoczekiwanych pozycji takich jak opłata rezerwacyjna i podatki.
Co gorsza, klient orientuje się, że wykupił ubezpieczenie podróżne albo prawo do pierwszeństwa przy zajmowaniu foteli na pokładzie, czego wcale sobie nie życzył – bowiem te i inne opcje wyboru ekstra dodatków na stronie internetowej były z góry zaznaczone.
Komisja Europejska przez około półtora roku przyglądała się temu utrapieniu milionów potencjalnych podróżnych. Na jesieni 2007 r. zorganizowała ona przekrojowe dochodzenie w tej sprawie przeprowadzone przez instytucje ochrony praw konsumenta w 16 państwach członkowskich.
Była to pierwsza skoordynowana w skali całej UE akcja na froncie walki o prawa konsumenta. Jak się okazało, setki linii lotniczych i serwisów podróżnych w internecie łamało przepisy konsumenckie. Jeden na trzy serwisy (137 z przebadanych 388) wprowadzał użytkowników w błąd albo wprost ich oszukiwał.
Od tego momentu zaczęła się długotrwała przepychanka, aby zakończyć takie praktyki. Weszły w życie dwa nowe akty prawne – w tym dyrektywa ds. nieuczciwych praktyk handlowych – co dało władzom lepsze narzędzia do wymuszenia zmian.
Według badań przeprowadzonych przez brytyjską organizację konsumencką Which, klienci uważają, że w reklamowanej cenie biletu powinny zostać uwzględnione koszty przewozu bagażu w luku, odprawy lotniskowej oraz prowizja od transakcji kartą kredytową.
W listopadzie weszły w życie przepisy dotyczące reklamy biletów lotniczych. Miały one uniemożliwić liniom lotniczym akcje marketingowe ukrywające podatki i dodatkowe opłaty.
Ale jak donoszą organizacje konsumenckie, wiele linii lotniczych nie stosuje się doi reguł. Do tych, które automatycznie doliczają pasażerom opłatę za nadanie bagażu należą EasyJet i Jet2.com.
Organizacja Which twierdzi, że najgorzej w kwestii dodatkowych opłat wypadł Ryanair. Linia ta zacznie nakładać na pasażerów opłatę w wysokości 40 funtów lub euro, jeśli stawią się do odlotu bez wydrukowanej karty pokładowej, bowiem od października likwiduje stanowiska odprawy na lotniskach.
Kiedy w marcu b.r. przeprowadzono ponowny przegląd sytuacji i poszczególne strony internetowe zostały sprawdzone pod kątem spełniania 14-punktowej listy kryteriów, urzędnicy Komisji znaleźli nadal wiele niedociągnięć. 16 linii lotniczych spełniało wszystkie standardy i zobowiązywało się do utrzymania na tym samym poziomie obsługi przez swoje strony.
Były to: Air Malta, Blue!, bmi, bmibaby, Estonian Air, Finnair, Iberia, Malmo Aviation, SAS, Sata Air Acores, Sata International, Spanair, TAP, Tarcom, TUIfly oraz Virgin Atlantic.
Doprowadzenie do właściwego stanu obsługi w znacznie większej grupie ok. 45 linii wymagało dalszych ustaleń i dyskusji. Urzędnicy dziś mogą stwierdzić, że są zadowoleni z faktu, iż przewoźnicy ci albo poprawili swoje strony albo są gotowi to uczynić. W grupie tej jest Ryanair, który deklarował zgodność swojego serwisu z przepisami już kilka tygodni temu oraz kilka innych znanych firm – EasyJet, Wizzair, Austrian Airlines.
Ryanair, który kiedyś groził między innymi, że każe płacić osobno pasażerom za korzystanie z pokładowej toalety, wczoraj ogłosił rezygnację z planów wprowadzenia "opłaty tłuszczowej" od otyłych pasażerów. Nie udało się bowiem opracować sposobu jej ściągania tak, by nie opóźniać procesu rozładunku i załadunku samolotów.
Pozostaje jednak problem kilku linii lotniczych, które albo uchylają się od odpowiedzi na wezwania władz albo negują potrzebę zmian. Urzędnicy zapowiadają, że jeśli nie poczynią one postępów, mogą zostać do tego zmuszone przez organy nadzorcze poszczególnych krajów.
Autorzy: Nikki Tait , Kevin Done
© The Financial Times Limited 2009 / Tłumaczenie - Onet.eu