Zdjęcie PA, Abdulla Ahmed Ali lat 27, Assad
Sarwar
lat 28, Tanvir Hussain lat 27
W
poniedziałek 14-go września, dzięki najbardziej obszernym dowodom
jakie kiedykolwiek zgromadzono w sprawie o terroryzm, trzech brytyjskich ekstremistów
zostało skazanych na dożywocie. Wyrok zapadł za planowanie użycia ciekłych bomb w samobójczych
atakach na samoloty lecące z Wielkiej Brytanii do Ameryki. Po największym
śledztwie, które kosztowało brytyjskich podatników ponad 35 milionów funtów,
w czasie którego m.in. przeszukano 102 nieruchomości i sprawdzono 14 tysięcy
GB przechwyconych danych, udało się zapobiec bardzo tragicznym wydarzeniom.
Planowane ataki
mogły pochłonąć ponad 5000 ludzkich istnień w samolotach i wiele na ziemi.
Ilość ofiar mogła nawet trzykrotnie przekroczyć tą z 11 września 2001 roku
w USA.
Po dwóch sprawach sądowych w Anglii,
w Koronnym Sądzie Woolwich w Londynie, trzech islamskich ekstremistów zostało
łącznie skazanych na ponad 100 lat więzienia. Abdulla Ahmed Ali, lider gangu
planującego zamachy, dostał wyrok dożywocia, po którym będzie musiał spędzić
przynajmniej 40 lat za kratkami. "Kwatermistrz" gangu Assad Sarwar
został skazany na 36 lat, a trzeci ekstremista Tanvir Hussain, został skazany
na 32 lata. Trzej skazani Brytyjczycy, pochodzili z Londynu oraz pobliskiego
High Wycombe.
Poczynania
mężczyzn były bardzo długo i dyskretnie obserwowane przez tajne służby.
Przerwano je dopiero w chwili ich aresztowania w wyniku tajnej operacji
o kryptonimie "Operation Overt". W operację było zaangażowanych
wiele służb, zarówno policja jak i agenci MI 5 (brytyjskiego kontrwywiadu)
oraz MI 6 (brytyjskiego wywiadu).
Pierwsza rozprawa sądowa odbyła
się krótko po ich aresztowaniu jeszcze w 2006 roku. Już wówczas sąd uznał,
że trzej wymienieni mężczyźni są winni planowania morderstwa na wielką skalę.
Nie udało się jednak rozstrzygnąć wielu wątpliwości. Teraz, po kolejnej sprawie
przed Sądem Koronnym Woolwich, oskarżyciele dowiedli winy i przedstawili
cały misterny plan terrorystów. Sednem planu, było użycie ciekłych substancji
wybuchowych w butelkach od zwykłych napoi i zdetonowanie ich w samolotach
startujących z Heathrow do lotów transatlantyckich.
Misterny plan.
Nad
samym spiskiem, w którym po raz pierwszy miano użyć ciekłych bomb, trzej mężczyźni
pracowali długimi miesiącami, szczegóły dopracowując z liderami islamskich
ekstremistów w Pakistanie. Mężczyźni planowali zamachy w rocznicę wydarzeń
11-go września dla większego efektu propagandowego. Jest wielce prawdopodobne,
że mieli oni powiązania z zamachowcami, którzy dokonali serii samobójczych
ataków w Londynie 7-go lipca 2005, w których zginęło 52 osób, a 800 zostało
rannych.
Czterech
z sześciu spiskowców kilka lat wcześniej spotkało się w z pozoru zwykłym miejscu,
w punkcie charytatywnym Islamskiego Stowarzyszenia Medycznego w dzielnicy Clapton
we wschodnim Londynie. Stowarzyszenie zbierało pieniądze na pomoc uchodźcom
w szybko
zapełniających się w wyniku wojny w Afganistanie obozach, które są rozsiane wzdłuż afgańsko - pakistańskiej granicy. Większość osób ofiarujących
pieniądze na cele charytatywne, kierowała się szlachetnym odruchem, a o obozach
dla uchodźców wiedziała tylko tyle, ile pokazywały media. Sugestywna
działalność organizacji, odwołującej się do ludzkich sumień sprawiła, że
czterech z sześciu mężczyzn podejrzewanych o udział w organizacji zamachów,
udało się do obozów w Afganistanie aby aktywnie włączyć się w pomoc uchodźcom.
Jednak kontakt z tragiczną rzeczywistością obozów i islamskim ekstremistami
w Pakistanie sprawił, że na zawsze zmienił się ich stosunek do Anglii i Ameryki,
oraz ich sposób postrzegania roli państw zachodnich na wojnę w Iraku i Afganistanie.
Lider
grupy, Abdulla Ahmed powiedział w sądzie, że był "zszokowany i zbulwersowany"
warunkami w obozach. Jego rozgoryczenie i złość powiększyła się, kiedy bezskutecznie
w 2003 roku uczestniczył w protestach przeciwko wojnie w Iraku.
Jego poglądy przepojone nienawiścią mocno się zradykalizowały i pchnęły go
w ramiona islamskich ekstremistów, którzy domagali się kolejnych ataków na
kraje zachodnie w tym Anglię.
Brytyjscy
agenci wywiadu do spraw anty-terrorystycznych rutynowo obserwują różnej maści
ekstremistów i to właśnie podczas takich rutynowych działań Abdulla Ahmed
Ali i jego znajomi znaleźli się w kręgu zainteresowań tajnych służb. Abdulla
przykuł uwagę MI5 jeszcze bardziej, gdy odbył kilka podróży do Pakistanu w
krótkim odstępie czasu. Kilkakrotnie spotykał się z osobami, które już były
na liście podejrzanych MI5, a co więcej spotkał się z mężczyzną, który został
skazany za otworzenie obozu szkoleniowego w samym sercu Anglii.
Częste
wizyty Alego w Pakistanie, jak i inne dowody zebrane w toku śledztwa, skłoniły
brytyjskie służby do dokładnego przyjrzenia się jego bagażom. Podczas
dyskretnej kontroli bagażu na lotnisku w walizkach Alego znaleziono
dziwny sproszkowany napój, razem z dużymi ilościami baterii. Znalezione rzeczy
były dość nietypowe i dodatkowo przykuły uwagę tajnych służb, a z
czasem dały początek bardzo intensywnej i najkosztowniejszej operacji inwigilacyjnej
w historii angielskich służb.
W
kolejnych tygodniach wszystkie ruchy Aliego były śledzone, w szczególności jego
wszystkie e-maile wysyłane do Pakistanu. E-maile okazały się zakodowaną korespondencją
do różnych członków Jihad. Jednak prawdziwe intencje tych elektronicznych wiadomości zostały
odkryte dopiero po aresztowaniu mężczyzn. Te informacje nie zostały zaprezentowane
ławie przysięgłych podczas pierwszego procesu, aby nie zaszkodzić śledztwu.
Zostały ujawnione dopiero podczas drugiej rozprawy w tym roku. Sędzia, Justice
Henriques powiedział, że "te e-maile są bardzo ważnym źródłem informacji,
pokazującym zamiary, rozwój i zakres tej konspiracji".
BBC. Sarwar kupuje walizkę do składowania
materiałów do bomb, później zakopanych w lesie
Śledztwo w liczbach: 26,000
- dowodów rzeczowych,
102 - przeszukane nieruchomości,
80 - przeszukanych komputerów,
226 - komp. w cafejkach internetowych,
15,000 - płyt CD
500 - dyskietek,
14,000 - GB danych,
Śledztwo prowadzono m.in. w: Japonii, Pakistanie, Południowej Afryce, Pakistan,
South Africa, Belgii.
Źródło: Metropolitan Police
Zakodowane
e-maile, które wysyłały osoby z jakimi Ali nawiązał kontakt w Pakistanie,
przypominały o kontynuowaniu prac z "Prezentacją" i uważaniu na
inwigilację. Wspominały m.in. o zdobyciu wody toaletowej Calvin Klein w celu
wykorzystania w "biznesie".
W
międzyczasie, "Kwatermistrz" grupy Assad Sarwar, nie zdając sobie sprawy, że jest stale obserwowany przez MI5, dokonywał zakupów różnych nietypowych przedmiotów. Lista zakupów była bardzo zbieżna
z tymi chemikaliami o jakich wspominano w e-mailach. Sarwar kupił przykładowo
Nadtlenek Wodoru, który jest ogólnie dostępny chociażby w farbach do włosów,
ale który po połączeniu z innymi substancjami może też być użyty jako śmiertelna
broń. Materiały, oraz części do produkcji bomb były składowane w domu Ahmeda
Ali w High Wycombe, jak również w wielu skrytkach w pobliskim lesie.
Brytyjskie
służby zintensyfikowały śledztwo kiedy odkryły, że Ahmed Ali w małej kawiarence
internetowej, przez ponad dwie godziny sprawdzał godziny lotów różnych samolotów
przez Atlantyk. W następstwie tego odkrycia, agenci włamali się do mieszkania
Ahmed Alego we wschodnim Londynie. Tam, policja odnalazła
jeszcze bardziej szokujące dowody na to, że konspiratorzy planowali ataki
przy użyciu bomb. W mieszkaniu agenci MI5 odnaleźli taką ilość niebezpiecznych
substancji, że mieszkanie przypominało wręcz małą fabrykę bomb.
Zdecydowano o zainstalowaniu w mieszkaniu miniaturowych kamer i mikrofonów.
Uzyskane dzięki temu nagrania w pełni potwierdziły, że Ahmed Ali wraz z Tanvirem
Hussainem (który także został skazany), konstruowali bomby wykorzystując butelki po napojach i aparaty fotograficzne na baterie.
Przepis na bombę
Konstruowane bomby były bardzo małe, co nie dziwiło tajnych służb, gdyż od
dawna podejrzewano, że członkowie Jihad-u będą próbowali użyć jak najmniejszych
urządzeń które umknęłyby uwadze pracowników lotnisk. Podobne próby już były
podejmowane w przeszłości np. w 2001 roku, Richard Reid próbował wysadzić
samolot za pomocą miniaturowej bomby ukrytej w bucie. Jedynym zadaniem takich
małych bomb jest wyrwanie niewielkiej dziury w poszyciu samolotu, a ta niechybnie
doprowadziłaby do katastrofy. Sygnały o przygotowywanych zamachach postawiły
wszystkie służby na nogi i wkrótce kontrole na lotniskach zostały mocno zaostrzone.
Bomby
które budowali zamachowcy wykonane były z butelek po napojach, które z łatwością
mogły być wniesione na pokład samolotu w bagażu podręcznym. Z butelek tych
za pomocą strzykawki usuwano ich oryginalną zawartość, a następnie wtłaczano
substancje wybuchową. Do wniesienia detonatora miały posłużyć jednorazowe
aparaty fotograficzne, takie jakie można kupić w wielu sklepach. W aparatach
tych w miejsce jednej baterii wkładano detonator. W czasie lotu, np. w toalecie,
prawdopodobnie wyjęto by detonator z aparatu i włożono go do butelki. Impuls
elektryczny z pozostałych baterii z aparatu miał zainicjować wybuch.
Do samolotu bez picia.
Aresztowania, które miały miejsce w 2006 roku, na zawsze zmieniły podejście
do bezpieczeństwa w czasie lotów, a w szczególności ograniczyły listę przedmiotów
jakie można wnieść na pokład w bagażu podręcznym. Za sprawą tej operacji,
nie możemy już wnieść na pokład samolotu jakichkolwiek butelek z napojem lub
płynem w opakowaniach powyżej 100 ml. Władze i linie lotnicze
na całym świecie zaczęły wydawać dodatkowe pieniądze na kontrole, a pasażerowie
zmuszeni zostali do wyzbycia się wszelkich płynów zanim przejdą przez bramki
oraz przepakowania wszystkich kosmetyków do przeźroczystych torebeczek.
W
czasie rozprawy sądowej został zaprezentowany film, który pokazał detonowanie
takiej ciekłej bomby na pokładzie samolotu. Sędzia Henriques stwierdził, że
"szansa przetrwania samolotu po takim wybuchu jest minimalna". "Gdyby
te działania spiskowców nie zostały przerwane, to oznaczałoby z pewnością
wielką liczbę ofiar, a gdyby eksplozje miały miejsce tuż nad ziemią, liczba
śmiertelnych ofiar wypadków mogłaby się jeszcze znacznie zwiększyć".
Ahmed twierdził, że nigdy nie chciał użyć tych bomb na pokładach samolotów,
lecz jedynie stworzyć mały wybuch na lotnisku Heathrow, aby przestraszyć pasażerów.
Nawet gdyby to było prawdą, to biorąc pod uwagą siłę tych małych bomb, oznaczałoby
to wielką liczbę ofiar na tym zwykle bardzo zatłoczonym lotnisku.
Na
zdjęciu pokazany jest 3 terminal na londyńskim lotnisku Heathrow.
Mężczyźni
zgromadzili wystarczająco dużo chemikaliów do zrobienia 20 bomb. W toku rozprawy
sądowej ujawniono również cele ataków bombowych jakie wybrał Ahmed Ali. Były
to samoloty wylatujące z terminala trzeciego lotniska Heathrow, do miast w
Stanach zjednoczonych – San Francisco, Nowego Yorku, Waszyngtonu, Chicago
oraz Toronto i Montrealu w Kanadzie. Dodatkowo śledztwo wykazało, że następnym
celem terrorystów były nie tylko samobójcze ataki w samolotach , ale również
na liście znalazło się kilka obiektów w Londynie m.in. Canary Wharf ,
najwyższy budynek w Anglii, biurowce dzielnicy finansowej oraz Tunel Greenwich
Foot, który biegnie pod rzeką Tamizą i Brytyjskim Kapitolem.
BBC. Fabryka bomb w mieszkaniu we
Wschodnim Londynie
Związek z zamachami w metrze.
Służby
specjalne Stanów Zjednoczonych i Anglii uważają, że spisek został zaplanowany
w Pakistanie, przez tych samych ludzi, którzy odpowiedzialni są za zorganizowanie
samobójczych ataków bombowych w autobusach i metrze w Londynie w 2005 roku.
Za jednego z organizatorów zamachów
uznawany był urodzony w Birmingham Rashid Raufa. To z nim zamachowcy wymieniali
wiele e-maili pisząc np. "Mój sklep muzyczny jest już gotowy na otwarcie,
muszę jeszcze tylko ustalić kiedy zostanie otwarty. Potrzebuję więcej zapasów
magazynowych". Służby nie miały wątpliwości, że chodzi o fabryczkę bomb,
której potrzebne było więcej chemikaliów, oraz o ustalenie daty ataku. Rashid
początkowo został aresztowany w Pakistanie w roku 2006, ale w dziwnych okolicznościach
zdołał uciec w grudniu 2007. W wyniku tego aresztowania w 2006 roku brytyjska
policja musiała przystąpić do natychmiastowych działań. Zamachowcy
w Anglii, na skutek złych dla nich wieści o aresztowaniu mózgu operacji w
Pakistanie, mogli bowiem wprowadzić swoje plany w czyn, próbując wysadzić samoloty lub uciec.
W wyniku przyspieszonych działań policji aresztowano wówczas równocześnie, Alego zamieszkałego w Walthamstow
we wschodnim Londynie;
Sarwara zamieszkałego w High Wycombe, i Hussain z Leyton z wschodniego Londynu.
Byli oni trzema z ośmiu oskarżonych w Sądzie Koronnym Woolwich, na rozprawie
trwającej łącznie sześć miesięcy.
Na pierwszej rozprawie w 2006 roku,
amerykańska CIA nie zgodziła się na ujawnienie e-maili w sądzie, obawiając
się dekonspiracji tego źródła informacji. Podejrzewano bowiem,
że Rashid który zbiegł w Pakistanie, może jeszcze raz będzie chciał skorzystać
ze swojego konta w Yahoo.
Życie dopisało jednak inny scenariusz.
Rashid zginął w listopadzie zeszłego roku od wybuchu rakiety wystrzelonej z
amerykańskiego, bezzałogowego samolotu Predator. Po tym ataku Scotland Yard
został upoważniony do wykorzystania e-maili w drugim procesie, który doprowadził
do ostatecznego skazania zamachowców.
Przed
końcowym ogłoszeniem wyroku Sędzia Henriques stwierdził, że spisek "doszedł
do bardzo zaawansowanego poziomu", z siedmioma konkretnymi celami. Zwracając
się do Ahmed Ali powiedział: "Uznałem, że jesteś zdeterminowanym ekstremistą,
rządnym osiągnięcia swoich celów, pełnym energii i ambicji by doprowadzić
terroryzm do bezgranicznych rozmiarów. Poprzez tą konspiracje chciałeś by
cały świat zwrócił na ciebie uwagę – no i dokonałeś tego". Sędzia powiedział
również, że spisek w który Ali był wplątany, nie był czynem mającym na celu
zmienić politykę zagraniczną rządu , jak dowodziła obrona, a raczej "nakręcaną
poglądami ekstremistów islamskich, rządzą zemsty za działania sił sojuszniczych
w Iraku i Afganistanie".
Z
kolei Brytyjski Minister Spraw Wewnętrznych Alan Johnson powiedział, że planowane
ataki terrorystyczne: "doprowadziłyby do masakry i chaosu na niewyobrażalną
skalę. Ta sprawa potwierdza, że stajemy wobec bardzo poważnego i prawdziwego
zagrożenia terrorystycznego. Jestem bardzo zadowolony, że ława przysięgłych
dała adekwatny werdykt w stosunku do tego potencjalnego zagrożenia".
"Nasza policja i służby specjalne są naszym bardzo cennym atutem w walce
z terroryzmem i po raz kolejny zdołały to potwierdzić. Jestem przekonany,
że gdyby nie ich interwencja ten plan zostałby zrealizowany.
Gdyby ten spisek nie został przerwany, skończyłoby się na dużej liczbie ofiar
śmiertelnych – a jeśli detonacja w samolotach miałaby miejsce tuż nad lądem,
liczba ta znacznie by się powiększyła".
Dzięki
pracy wywiadu, jeszcze raz udało się ocalić wiele ludzkich istnień a zamachowcy,
zamiast blasku męczeństwa, blask słońca będą oglądać, ale zza krat.
Obejrzyj
krótki film SKYNEWS
Artykuł
przygotował Adam Dunleavy, tłumaczyła Zuzanna Remus.