|
Rok 2010 – noworoczne postanowienie
dla pracujących w Wielkiej Brytanii.
31 grudnia 2009
Większość
osób pod koniec roku robi podsumowania, noworoczne postanowienia lub zastanawia
się nad tym czego może się spodziewać w Nowym Roku. Nadszedł czas refleksji
i ja również zacząłem się zastanawiać jakie powinno być moje noworoczne postanowienie.
Jak spoglądam
na krzątającą się po kuchni ukochaną żonę i zdrowe roześmiane dzieciaki, myślę
sobie czego potrzebuje więcej? Najważniejsze przecież w życiu, to zdrowie
i miłość, chociaż trzeba przyznać, że te nie zawsze zależą od nas samych.
Któż z nas nie poczuł jednak czasami, że do pełni szczęścia brakuje mu odrobiny
pieniędzy? Wiadomym jest, że szczęścia nie dają, ale trudno się bez nich obejść.
I tu przychodzi refleksja na co mogę liczyć w sferze finansów w 2010 roku?
Sam, bez pomocy nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak zadane pytanie, więc
poszukałem w internecie opinii ekspertów.
Nam zalecają picie wody, a sami piją wino.
Politycy
w swoich oficjalnych wypowiedziach namawiają nas przede wszystkim do oszczędzania
i zaciskania pasa. Sami jednak robią zupełnie odwrotnie. Rozdają pieniądze
na prawo i lewo, pożyczają na potęgę i zadłużają nas, nie wspomnę już o ich
własnych rozdętych pensjach wziętych zupełnie z kosmosu. Oczywiście nas, obywateli
nikt nie pyta o zdanie. Niestety Wielka Brytania jest tego doskonałym przykładem
i ostatnio znalazła się w czołówce zadłużających się krajów Europy.
Poniższy wykres pokazuje jak rósł dług
publiczny Wielkiej Brytanii w ostatnich latach.

Widać wyraźnie,
że prognozy na 2010 rok są bardzo pesymistyczne. Według analityków Komisji
Europejskiej w roku 2010 nastąpi dalsze powiększenie się długu publicznego,
nawet do 13 % PKB, czego głównym powodem jest spadek przychodów państwa przy
stale rosnących wydatkach rządowych. Mniejszy poziom przychodów spowodowany
będzie spadkiem wpływów z podatków od przedsiębiorstw oraz spowolnieniem na
rynku nieruchomości. Dodatkowo mniejsze wpływy z podatku dochodowego od osób
fizycznych będą związane z pogarszającą się sytuacją na rynku pracy. Związany
ze wzrostem bezrobocia spadek konsumpcji ograniczy też wpływy z podatku VAT.
Eksperci KE podkreślają również, że źródłem dużej części przewidywanego długu
publicznego będą rządowe pakiety stymulacyjne dla brytyjskiej gospodarki,
między innymi dla brytyjskich banków.
Brytyjski premier Gordon Brown, główny sposób na walkę z kryzysem upatruje
w pompowaniu jak największej ilości pieniędzy w brytyjską gospodarkę, aby
w końcu pobudzić koniunkturę. Zupełnie inny pomysł na gospodarkę ma opozycyjna
Partia Konserwatywna, która zarzuca obecnemu premierowi, że zadłużył brytyjską
gospodarkę po uszy i jak wyliczono, każdy nowo narodzony Brytyjczyk rodzi
się od razu z 17-toma tysiącami funtów długu, który przecież trzeba będzie
kiedyś spłacić.
Nas zwykłych zjadaczy chleba, takie złe prognozy powinny nieco niepokoić .
Pozostaje mieć jednak nadzieję, że czarne scenariusze Komisji Europejskiej
nie w pełni się sprawdzą, tak jak nie sprawdziły się w stosunku do polskiej
gospodarki.
Urzędowi piewcy sukcesu.
Z prognozami Komisji Europejskiej, niejako z urzędu,
nie zgadza się brytyjski minister skarbu Alistair Darling. Jego zdaniem, gospodarka
brytyjska wychodzi z kryzysu i w 2010 roku stanie na nogi. Uważa on, że w
drugiej połowie roku recesja przejdzie w fazę wzrostu gospodarczego. Niestety,
nie wszyscy jednak podzielają ten optymizm.
Pogarszająca się w bieżącym roku sytuacja ekonomiczna,
miała niewątpliwie negatywny wpływ na nastroje konsumentów i inwestorów. Poziom
konsumpcji gospodarstw domowych regularnie spada, począwszy od drugiego kwartału
2008 roku. Z powodu narastającej niepewności o przyszłość, Brytyjczycy są
obecnie zdecydowanie bardziej skłonni do oszczędzania niż wydawania pieniędzy.
Tak powstaje błędne koło, ponieważ znaczny wzrost oszczędności gospodarstw
domowych i spadek konsumpcji, ma negatywny wpływ na produkcję przemysłową,
której tempo stale spada.
Najbardziej z tego powodu cierpią inwestycje. Ich wartość znacznie się obniżyła.
Głównie za sprawą spadku cen nieruchomości mieszkalnych i komercyjnych, ograniczonego
dostępu do finansowania, kłopotów sektora bankowego oraz pesymistycznych nastrojów
inwestorów.
Na poniższym wykresie przedstawiono zmiany PKB Wielkiej
Brytanii w ostatnich latach:

Czy będę miał pracę?
Planując zakup na raty często naiwnie zakładałem,
że jakoś to będzie. Jeżeli kupię np. auto na raty i spłatę rozłożę na 2 –
3 lata, to nie będzie żadnego problemu z jego spłatą. No właśnie, czy na pewno
żadnego? Nigdy nie zadałem sobie pytania, czy w przyszłym roku będę miał jeszcze
pracę?
Nie trzeba być ekspertem, aby zauważyć pozamykane dookoła fabryki i małą ilość
ogłoszeń o pracę, czy też ich zupełny brak w lokalnej prasie. Jeżeli jeszcze
wezmę pod uwagę fakt zamieszkiwania w rejonie Birmingham, obszarze najbardziej
dotkniętym przez kryzys w branży motoryzacyjnej, to perspektywy nie są różowe.
Według oficjalnych danych Office for National Statistics (odpowiednika polskiego
GUS), obecnie liczba bezrobotnych wynosi 2,49 miliony osób, co stanowi 7,9%
osób czynnych zawodowo. Na tak wysoki wskaźnik bezrobocia miały przede wszystkim
wpływ masowe zwolnienia dokonywane w roku 2008 i 2009.
Niżej zamieszczony wykres pokazuje jak rosło bezrobocie w Wielkiej Brytanii
w ostatnich latach:
Warto w
tym miejscu przypomnieć czasy wejścia Polski do Unii Europejskiej. Wówczas
bezrobotnych w Wielkiej Brytanii było około 1.4 mln ludzi, stopa bezrobocia
nie sięgała nawet 5 % a w gazetach najgrubszą wkładką była wkładka z ogłoszeniami
o pracę.
Teraz z obawami czytam statystyki
i opinie ekspertów. Wg raportu Chartered Institute of Personnel and Development,
bezrobocie w roku 2010 jeszcze wzrośnie, do 2.8 miliona osób, a w najbliższych
miesiącach dodatkowo około 250 tysięcy osób straci swoje stanowiska pracy.
Niezbyt optymistyczne są również prognozy Instytutu w zakresie wysokości płac,
gdyż jej średni wzrost będzie niższy niż inflacja. Przyszłoroczna inflacja
wyniesie około 3% kiedy wzrost płac jest spodziewany na poziomie jedynie 2%.
Warto w tym miejscu dodać, że od nowego roku w Wielkiej Brytanii podstawowa stawka podatku VAT wzrośnie do 17,5 proc. z 15 proc. Niższa stawka VAT-u była tymczasowo wprowadzona 1 grudnia 2008 r. w celu pobudzenia gospodarki i obecnie powróciła do poprzedniego poziomu. W związku z tym nieunikniony jest wzrost cen niektórych artykułów np. benzyny. Droższa benzyna zawsze przekłada się na wyższy koszt transportu i żywności, a zatem inflację. Widoczny będzie również wzrost cen drogich towarów np. samochodów.
Co z funtem?
Przewidywanie
kursu funta, przypomina trochę wróżenie z fusów. Wpływ na kurs będzie miało
tak wiele czynników, że nie sposób precyzyjnie go przewidzieć tym bardziej,
że nie znamy wielu parametrów ze światowej, brytyjskiej i polskiej gospodarki
w 2010 roku. Biorąc jednak pod uwagę obecne tendencje i nastroje wśród inwestorów,
zaryzykuje stwierdzenie, że w najbliższych miesiącach złotówka będzie się
stopniowo umacniała, a tym samym będzie spadał kurs funta w stosunku do złotówki.
Prawdopodobnie w pierwszym kwartale nowego roku kurs funta wyniesie 4,3 –
4,4 zł. Nie jest to niestety zbyt dobra wiadomość dla osób pracujących w Wielkiej
Brytanii i przesyłających funty do Polski.
Jakie więc ma być to moje noworoczne postanowienie?
Z moim psem najczęściej chodzę na spacer pod opuszczoną
fabrykę. Jeszcze niedawno, na trzy zmiany produkowano tam komponenty dla okolicznych
fabryk motoryzacyjnych. Tam przez nikogo nie niepokojony, mój piesek spokojnie
zabrudza zarastające klomby. Przeraża cisza, pustka i czyjeś pieniądze zarastające
krzakami. Ciemno i ponuro. Zimowy wiatr wieje przez powybijane szyby, a w mojej
głowie hulają myśli podszyte strachem. I wtedy przypomina mi się jak długo
w przemijającym roku szukałem pracy i hasło z jednego z ogłoszeń:
Earn more, don't borrow more!
Tak, to będzie moje noworoczne postanowienie!
GoldFish
www.England.pl
|