Recesja i supermarkety wykańczają małe
sklepy
|
| Zamknięty sklep w Stratford-upon-Avon. Fot. England.pl |
Recesja
nadal ma się bardzo dobrze, gdyby oceniać ją po ilości likwidowanych sklepów.
Szczególnie mocno widać to na przykładzie polskich sklepów. Jeszcze niedawno
powstawały jak przysłowiowe grzyby po deszczu, wraz ze wzrostem liczby Polaków
na Wyspach. Dziś nie ma już połowy z nich. Uświadomiłem to sobie w czasie
mojej niedawnej wyprawy do Cambridge, Norwich i Ipswich, gdzie w tym ostatnim
nie ma już już żadnego z trzech, których adresy wciąż można znaleźć w internecie.
Powodów jest kilka, nie tylko recesja. Jednym z nich jest niewątpliwie spadająca
liczba Polaków przebywających na Wyspach, ale przede wszystkim dość szeroka
oferta polskich produktów w największych brytyjskich sieciach supermarketów
takich jak TESCO, ASDA czy MORRISONS, po cenach których nie są w stanie zaoferować
małe sklepiki.
Zjawisko zamykania się małych i
średnich sklepów, potwierdzają również oficjalne brytyjskie raporty, np. raport
sporządzony przez Local Data Company (LDC). Analizuje on ilość wolnych lokali
w poszczególnych miastach. Przykładowo nawet w zamożnym mieście Szekspira
- Stratford-upon-Avon, zasilanym corocznie milionami funtów przez turystów
z całego świata - aż 7.5% lokali będących w centrum miasta w przeszłości zajmowanych
przez sklepy, stoi teraz puste. Dla porównania jeszcze w czerwcu 2009 roku
było to tylko 5% wszystkich sklepów. Według badań LDC, które zostały przeprowadzone
w ponad 700 angielskich i walijskich centrach miast, ilość lokali do wynajęcia
podwoiła się od roku 2008.
Mimo oficjalnego ogłoszenia końca
recesji, liczba pustych sklepów rosła również przez ostatnie dwa kwartały
na przestrzeni całej środkowo zachodniej Anglii, na szczęście proces ten zaczynał
ostatnimi czasy zwalniać. Dane, które zostały udostępnione w zeszłym tygodniu
wskazują na to, że to jeszcze nie koniec ciężkiego okresu dla właścicieli
i pracowników wielu sklepów – doskonałym tego przykładem jest sklep ‘Presents
in Mind’, który był w centrum Stratford przez ostatnie 60 lat, lecz właściciel
ogłosił, że będzie zmuszony zamknąć rodzinny interes 11 kwietnia br. Powodem
wysoki czynsz, mniejsza liczba klientów ale przede wszystkim rozbudowanie
wielkiego centrum handlowego „Maybird Centre” na obrzeżach miasta.
Z
raportu wynika, że jeden na siedem sklepów w brytyjskich centrach miast, czyli
około 135,000 punktów sprzedaży zostanie w najbliższym czasie zamkniętych
i najprawdopodobniej na razie pozostaną puste, gdyż firmy są w dalszym ciągu
zmuszane do wycofywania się z biznesu z powodu trudnej sytuacji ekonomicznej,
czyli nawet 15% lokali będzie pusta.
Jednym
z przykładów jest sieć sklepów ZAVVI, sklepów specjalizującej się w sprzedaży
muzyki, gier komputerowych i filmów DVD. Właściciele firmy byli zmuszeni ostatnio
do zamknięcia 22 sklepów, co kosztowało prawie 180 miejsc pracy. Pozostałe
92 sklepy pozostaną otwarte, lecz firma zaczęła wyprzedaż towaru z obniżkami
sięgającymi 50%. Problemy ZAVVI zaczęły się, gdy zbankrutowała ogromna sieć
sklepów wielobranżowych Woolworths, gdyż firma nie mogła dłużej obsługiwać
zamówień klientów Woolworths składanych przez Internet.
Stephen
Robertson, dyrektor British Retail Consortium twierdzi, iż ilość bankrutujących
lub zamykanych firm zaczęła spadać w niektórych miastach, lecz sporo miast
wciąż nie może się pozbierać po problemach minionych 2 lat. Trzeba jednak
przyznać, że wiele sklepów w centrach miast ma kłopoty z innych powodów niż
spowolnienie ekonomii, i nie znikną one wraz z powracającym wzrostem gospodarczym.
Sklepy w centrum często płacą bardzo wysokie czynsze. Kolejny problem to brak
miejsc parkingowych i ich ceny oraz popularność wielkich centrów handlowych
z ogromna ilością bezpłatnych miejsc postojowych.
Według
badań najwięcej wolnych lokali jest w Wolverhampton – 23.9%, w Crewe – 14%,
w Birmingham ten sam wskaźnik spadł z 14% do 10% w ciągu ostatnich miesięcy.
Bardzo podobna sytuacja jest w londyńskim Ealing. W grudniu 2008 roku tylko
5% lokali stało puste. Niestety, w przeciągu 12 miesięcy liczba ta się podwoiła
i dziś już 1 na 10 lokali jest ‘TO LET’.
Jedyną
pozytywną stroną raportu jest fakt, ze proces ten zaczyna zwalniać i pozostaje
mieć nadzieję, że z czasem ta negatywna tendencja się odwróci.
Michał Kalinowski
www.England.pl